Mam kilka glupich pytan do zalogi
Czy choc niektorzy z Was potrafia jeszcze zachowac dystans do swoich postaci?
Czy pamietacia ze po za kilkunastoma czlonkami departamentow w samej polskiej strefie jest przynajmniej kilkuset graczy ktorym niszczycie wlasnie przyjemnosc plynaca z zabawy? Czesto w okolicach calkowicie nie zwiazanych ze strefa konfliktu?
Dlaczego nagle teraz taki atak na Wojda? Nic nie wiedzialem o sztuczkach z baza itp. Ale pewne rzeczy widac w grze, nawet nie trzeba byc specjalnie spostrzegawczym. Chocby fenomen map. Czy 'przypadkowe' natykanie sie pewnych postaci na pewne statki. Ale przeciez taka mapa morska jest zbyt fajna i cenna w grze zeby zadawac trudne pytania, prawda?
I gwoli wyjasnienia. Przypadkiem znam imie jednej z postaci Gnoma zamieszanych w ta historie.
Wyprawa tej postaci w tamte okolice byla zaplanowana od kilku lat. Ja/moja postac wybrala kapitana statku. Co wiecej, moja druga postac musiala porzucic ulubione zajecie i sama zaproponowac swoja powazna degradacje, tylko dlatego ze nie chcialem znac informacji o surowcach dostepnych i poszukiwanych w miejscu do ktorego udawala sie postac Gnoma.
Kiedys (pare miesiecy temu ) bylem pelen podziwu dla ludzi dzieki ktorym mamy Cantr. Myslalem sobie ze wolentariusze sa wspaniali. Przeciez ta gra to potezne przedsiewziecie, wymagajace wielkiego poswiecenia, mnostwa czasu... A najbardziej szanowalem Was ze dla wspolnego dobra decydujecie sie sprowadzic swoje postacie do rol na wpol NPC's (bo inaczej sie nie da, Panowie i Panie). Nawet te dzialania Wojda wydawaly sie sensowne z tej perspektywy. Ot, takie niewielkie ingerencje ubarwiajace fabule czy ulatwiajace rozwoj. Jakos nie zauwazylem zeby postacie Wojda odnosily jakies korzysci z tych dzialan ( no ale ja dopiero z tego watku dowiedzialem sie ze Abrasax jest Wojda

Potraficie mnie przekonac ze nie do konca sie mylilem? I ze nie warto naciskac krzyzyka zyskujac te kilka godzin dziennie na inne zajecia?