A mnie się kochanieńcy wydaje, że to wszystko są skutki tego, że KeVes ośmielił się upublicznić pewne znane i zauważane sprawy. Obrywa Maks, bo poparł Premiera.
Przeglądałem archiwa z lokacji gdzie są oskarżeni Maks i Tolan - i rzeczywiście kilka razy zdarzyło się jednemu lub drugiemu wypowiedzieć coś zamiast drugiego. Wpadka - owszem. Przestępstwo przeciw NZ - raczej nie... Współpraca - przekazywanie czegoś - zarzut został już chyba obalony.
Argumentacja gracza prowadzącego M i T wydaje się słuszna - aczkolwiek nieco naciągana. To jest gra fabularna - RPG. Tworząc postaci zawsze użyczasz im coś z siebie albo wymyślasz kogoś całkowicie odmiennego ale idiotyzmem byłoby zakazywanie pewnych akcji.
Wyobraźcie sobie może sytuację taką: Maks, znany obrońca wolności, pseudofilozof

i krzykacz wybiera się na wyprawę. Kapitan przybija do jakiegos portu, gdzie właśnie odbywa się lincz na jakiejś postaci. Oczywiste jest, iż w naturze Maks leży wtrącenie się i obrona tejże. No dobrze a jeśli to inna postać gracza prowadzącego Maksa? Nienaturalne by było właśnie, gdyby nie ingerował. Podobnie chyba jest w tej sytuacji.
Rozwiązanie - jak najszybciej wysłac jednego lub drugiego na koniec świata. Zamykanie czy zabicie Maksa czyni z niego bohatera - tak jak z Robina czy Tajemniczej Piękności...
Maks jest denerwujący - ale w wielu sprawach ma rację. V. wymaga naprawy. Powstały kliki, które blokują rozwój. Jeśli tak będzie dalej, to szybko V. zostanie w tyle... I może dobrze - kilka osób / postaci przekona się, że łamanie zasad i olewanie innych graczy szkodzi wszystkim.
Ludzie uciekają z V. nie tylko dlatego, by rozproszyć postaci - także dlatego, że mają dosyć kłótni, braku jakiejkolwiek pracy, dostępu do surowców, słuchania Maksa i tych, którzy na jego zaczepki reagują...
I to kto ucieka? Postaci aktywne, często z mistrzowskimi umiejętnościami, które wiedzą, że gdzie indziej sobie poradzą. Zostają niedorajdy, które żerują na mieście lub ci, którzy weszli w układ z miejskimi koteriami.
Znam przykład miasta, które potrafi zagospodarować kazda jednostkę, która tam trafi - sprawdzić umiejętności, nakarmić, wyposażyć i skierować do odpowiedniej pracy. Jeszcze kilka lat temu nie było tam prawie nic - za rok dwa przegoni wszystkie na wyspie V.
I dobrze. Pewnie tak ma być. Tak było i jest w realnym świecie. Mocarstwa upadają bo są źle rządzone. Na ich miejsce powstają inne, które popełniają te same błędy.
Zostawcie te spory. Zostawcie kłótnie. Pomyślcie co zrobić, by wszystkim w Cantr żyło się lepiej. Jak wasze postaci są takie mądre, to niech poświęca troche czasu na wymyslenie, jak zorganizować pracę bezrobotnym, jak zbudować coś - a nie niszczyć...
Wywlekacie teraz domniemane przykłady klonów czy telepatii - dajcież spokój. Wszyscy to robią, a ci którzy nie, po prostu nie wiedzą jak

Trzeba tylko znać umiar. Być może pomoże też i ta akcja na forum - klony się rozdzielą, bo nie będą chciały być stale obserwowane... Ale nie róbmy już z tego takiej afery.
Powtarzam: rozproszcie postaci o ile to możliwe. Niech na przykład Caramon lub Mordon oraz Tolan lub Maks popłyną na jakąś wyprawe kolonizacyjną. Razem lub osobno. Nie jest to ważne - to sa aktywni gracze, którzy już maja niezłą wiedze o grze i w nowym miejscu, nieuwikłani w spory zrobią dużo dobrego. W V. będa tylko podsycać gniew pozostałych.
Koniec. Ende. Zamknijmy ten temat.