Ale zmiana nazwy musi wymagać włożenia jakichś surowców, bo przecież nowa nazwa znikąd się nie bierze. I to powinna wymagać nawet, jeśli sam remont nie będzie ich wymagał.
I jeszcze taki pomysł. Budynki możnaby remontować bez użycia surowców do pewnego poziomu zniszczenia(np. 20%). Potem im bardziej budynek byłby zniszczony, tym większej liczby surowców by potrzebował i tym szybciej ta liczba by rosła. Na przykład:
budynek zniszczony w 30% - 5% surowców
w 40% - 15%
w 50% - 30%
w 60% - 50%
w 70% - 75%
w 80% i wyżej - 100%
Jest to dla mnie logiczne rozwiązanie, bo przecież małe zniszczenia można łatwo naprawić, wystarczy tu i tam coś przejechać jakimś narzędziem. A im większe zniszczenia, tym większa część sprawnego budynku niszczy się przy okazji naprawy, więc trzeba ją poprawić. Od 80% praktycznie nie opłaca się zostawiać starych fragmentów, bo są one zdezelowane i zresztą pewnie się zniszczą w trakcie remontu
