bojka byla krotka i do dupy, nie ma co opowiadac, ale z wedkarzem to bylo zaje***te , ale lepiej nie opowiadac bo moglibysmy za to pojsc siedziec nawet

zeby wrzucic kolesia do lodowatej wody za 5 zl to trzeba byc poj****ym... od razu mowie ze zrobil to nasz kumpel a nie ktorys z nas
i jeszcze moj genialny tekst z Białki Parczewskiej mi sie przypomnial, siedzimy sobie na molo, gramy na gitarce , spiewamy i pijemy wodke i browary, dosiadaja sie jakies panieny , cos tam graja na gitarze , jakies gadanie jak to zwykle bywa, no i taki krotki dialog:
Ja: chcecie moze piwa?
One: nie , dzieki, mamy swoje...
Ja: a moze wodki?:>
One: a macie?:>
Ja: a dacie dupy?
o kurde, zebyscie widzieli ich miny, kumple sie ze smiechu poplakali, panieny zmyly sie szybko...
i jeszcze tego samego wieczora, a w zasadzie to ciamna noca, kumplowi zachcialo sie lac, ale byl tak naje***y ze spadlby z mola jakby szedl na brzeg... no to wstaje i idzie kawalek dalej odlac sie do wody, a jest tak ciemno ze musielismy czekac do rana zeby bezpiecznie z mola zejsc, no i my do niego "Krachu, tylko nie wpadnij do wody" on nato "OK" i idzie... tup tup tup ... i dzwiek ciala wpadajacego do wody, takie genialne pluszszszk...

koles nie plywal najlepiej i musielismy go wyciagac, no i przez to wytrzezwielismy...