Page 4 of 5

Posted: Fri Feb 16, 2007 4:30 pm
by Averus Wolfmaster
Mam mieszane uczucie co do anime... Przychylam się do tego co mówi Action, wszyscy wygladają jak... No. Wiadomo.

Posted: Fri Feb 16, 2007 4:51 pm
by Artur
Averus Wolfmaster wrote:Mam mieszane uczucie co do anime... Przychylam się do tego co mówi Action, wszyscy wygladają jak... No. Wiadomo.


ehh, co za ludzie... kreska zalezy od serii anime, nie wszystkie anime wygladaja tak samo... w Cowboyu nie ma zadnych skosnych wielkich oczu czy mundurkow szkolnych... a pszczulke Maje to sie ogladalo co? :twisted:

Posted: Fri Feb 16, 2007 7:18 pm
by Averus Wolfmaster
Widziałem kiedyś Cowboya, na Hyperze bodajże leciał. Pamiętam, że mnie rozśmieszył czymś... Czyms z misiami. Specyficzne poczucie humoru, ale mi wpasowało. Może i nawet więcej bym objerzał.

Proponuje zmienić nazwe teamtu, bo off...

Edit: Obejrzyjcie sobie Simpsonów ( kto nie oglądał, a pewnie mało takich ), albo Familly Guy'a... Simpsonów można sciągnąć przez net, Familly Guya chyba też.

Posted: Fri Feb 16, 2007 8:06 pm
by Artur
aaa, bylo cos, to byl jeden z zalewkowych odcinkow, w wiekszosci Cowboy jest cholernie powazny i ciezki, ale zdarzaja sie takie perelki :wink: to anime wywiera potezne wrazenie po obejzeniu, ale jest raczej pozytywne... nie to co Neon Genesis czy Berserk, ktore po prostu dobijaja...

Posted: Sat Feb 17, 2007 8:30 am
by Kalsiver
Niewiem jak wy ale ja polecam Naruto jest bardzo fajne anime, i porusza naprawde bardzo poważne tematy, niektóre na poważny sposób a niektóre nie :twisted:

Posted: Mon Feb 19, 2007 1:12 pm
by ActionMutante
Averus Wolfmaster wrote:Edit: Obejrzyjcie sobie Simpsonów ( kto nie oglądał, a pewnie mało takich ), albo Familly Guy'a... Simpsonów można sciągnąć przez net, Familly Guya chyba też.


Jak powiedzial Kaziu Krzywousty :
Yes!Yes!Yes!

Posted: Mon Feb 19, 2007 1:30 pm
by Quijo
Obejrzyjcie sobie pełnometrażowego Beavisa i Butt-head'a to jest dopiero konkret.
I nie wiem czy ktoś pamięta może taka bajkę, która była kiedyś nadawana na kanale Wizja Jeden, nosiła ona tytuł "Blokersi" To było o murzynach z plasteliny. Nigdzie tego znaleźć do ściągnięcia nie umiem, a szukałem już chyba wszędzie

Posted: Mon Feb 19, 2007 2:05 pm
by ActionMutante
Quijo wrote:Obejrzyjcie sobie pełnometrażowego Beavisa i Butt-head'a to jest dopiero konkret.

"B&B zaliczaja ameryke"? O to ci chodzi?

Posted: Mon Feb 19, 2007 2:17 pm
by Quijo
Tak o to dokładnie :)

Posted: Mon Feb 19, 2007 2:23 pm
by Artur
a widzial ktos "Przygody Fry'a w kosmosie"? :lol: jakbyscie przypadkiem mieli jakies linki do odcinkow to zapodajcie, pamietam ze plakalem przy tym ze smiechu :twisted: :lol: 8)

Posted: Mon Feb 19, 2007 2:24 pm
by ActionMutante
Bender byl genialny :twisted:

Posted: Mon Feb 19, 2007 4:32 pm
by Matix
Znalazłem! Odnośnie seriali prezentuję fragment książki "Pieprzony los kataryniarza" Rafała Ziemkiewicza:

* * *

Co do ser­we­rów Cor­be­nicu i wsparcia, ja­kiego po­tra­fiły udzielić swym użyt­kow­ni­kom, to tej sa­mej nocy co Brzozow­ski ko­rzy­stał z nich także Sce­na­rzy­sta. Sce­na­rzy­sta nie był kata­ry­nia­rzem i w ogóle nie znał się na kompute­rach bar­dziej niż prze­ciętny nie­dzielny kie­rowca na sa­mo­cho­dach. Ko­rzy­stał ze stan­dar­do­wego ze­stawu Vir­tual Re­ality, sze­ro­kich gogli świecą­cych wprost w oczy trój­wy­mia­rową pro­jek­cją i sen­so­rycz­nej rę­ka­wicy bez pal­ców, po­zwalają­cej nie­znacznym ru­chem ręki prze­su­wać świecący kur­sor po iko­nach wir­tual­nego pa­nelu ste­ro­wa­nia, cią­gną­cego się od su­fitu do podłogi i od pra­wej do lewej ściany. Poza tym Sce­na­rzy­sta, kiedy chciał coś zapi­sać, uży­wał nor­mal­nej, alfa­nu­me­rycz­nej kla­wia­tury, któ­rej zgodny z rze­czy­wi­sto­ścią obraz wkom­po­no­wy­wał w pro­jek­cję ste­ru­jący wi­zu­ali­zacją ko­pro­cesor.

Ujęte w formę okien menu, które wy­świetlał komputer w pa­nelu przed Sce­na­rzy­stą, nie­wiele róż­niło się od uży­wa­nego po­wszechnie w dzie­siąt­kach biur i do­mów. Od lat cały wy­siłek firm do­star­cza­ją­cych oprogra­mo­wa­nie na­sta­wiony był na to, aby uczynić nowe apli­kacje jak naj­bar­dziej de­bilo­od­por­nymi. Wy­siłek ten nie szedł na marne. Wy­pra­co­wy­wany przez pro­du­cen­tów sprzętu wzrost mocy i szybkości do­mo­wych kompute­rów pro­gra­miści zu­ży­wali na­tychmiast na trój­wy­mia­rowe ani­ma­cje, me­lo­dyjki, zu­peł­nie-jak-żywe ikony, które od­zy­wały się ludz­kim gło­sem, kiedy mu­skał je pro­wa­dzony ru­chem rę­ka­wicy kur­sor, i temu po­dobne głup­stwa, tak że nigdy nikt nie miał wy­star­cza­jąco do­brego i no­wo­cze­snego kompu­tera dłu­żej niż przez jeden se­zon.

Sce­na­rzy­sta nale­żał do tych nie­licz­nych szczęśliw­ców, dzięki czemu mógł ko­rzy­stać ze swych pro­gra­mów nie wie­dząc na­wet, czego wła­ści­wie używa — nie mó­wiąc już, jak to działa. Gdyby jego gogle mógł zało­żyć fa­cho­wiec, za­uwa­żyłby za­pewne w wir­tual­nych oknach mniejszy, do­dat­kowy panel — co nie było ni­czym spe­cjal­nie dziwnym, gdyż ten sys­tem ope­ra­cyjny z zało­żenia po­zwalał, dzięki otwiera­nym w miarę po­trzeb do­dat­ko­wym oknom, wkom­po­no­wy­wać do­wolne apli­kacje, także te po­cho­dzące z kon­ku­ren­cyj­nych sys­te­mów ope­ra­cyj­nych — a w tym do­dat­ko­wym pa­nelu zu­peł­nie mu nie znane, szczególne menu, po­zwalające po podaniu kilku haseł w paru klik­nię­ciach wje­chać do miej­sca w Sieci, które samo identyfi­ko­wało się jako Cor­benic.

W po­rów­naniu z tym, czego po­trze­bo­wał od Cor­be­nicu Brzozow­ski, pro­gramy do­stępne z menu Sce­na­rzy­sty wy­da­wały się zu­peł­nymi bła­host­kami. Ten naj­czę­ściej przez niego od­pa­lany miał na identyfi­ka­cyj­nym pa­sku okna na­zwę: „te­le­no­wela” i otwierał do­stęp do funkcji wspoma­gają­cych kon­stru­owa­nie za­sad­ni­czej linii sce­na­riu­sza, roz­pra­co­wy­wa­nie jej wy­bra­nych punktów na po­szczególne od­cinki czy gene­ro­wa­nie po­staci. Wy­star­czało wy­brać któ­ryś z pod­su­wa­nych przez komputer wa­riantów zło­żo­nego schematu ro­dzin­nych, służ­bo­wych i uczucio­wych za­leż­ności mię­dzy bo­hate­rami, zde­cy­do­wać się, która część tej struktury umiesz­czona zo­sta­nie w cen­trum akcji i wy­peł­nić ją imionami oraz dru­go­rzęd­nymi da­nymi we­dług wła­snej fan­tazji lub do­bie­rając je przypad­kowo z menu po­moc­ni­czego.

Kon­stru­owa­nie fa­buły było jesz­cze prostsze. W każ­dej chwili można było otworzyć przed sobą okno z wy­bo­rem wszelkich możli­wych za­pę­tleń i spię­trzeń fa­bu­lar­nych, wszelkich skra­dzio­nych lub sfał­szo­wa­nych li­stów, na­głych amnezji i rów­nie na­głego od­zy­ski­wa­nia ze­pchniętych do pod­świado­mo­ści wspo­mnień, zdrad, po­ża­rów, ope­racji pla­stycznych, na­głych ob­ja­wień co do prawdzi­wego po­cho­dze­nia, prze­ka­zanej z po­kole­nia na po­kole­nie ze­msty, grozę bu­dzą­cych souveni­rów z eg­zo­tycz­nych po­dróży i tak dalej, do wy­boru, do ko­loru. Cor­benic sam wie­dział, jak zagę­ścić i skompi­lo­wać tę kon­strukcję przy naj­mniej­szym wy­siłku użyt­kow­nika. Sam pa­mię­tał, że w ob­rębie każ­dego pół­go­dzin­nego od­cinka stale musi się coś dziać, ale tak, aby zda­rze­nia wzajem­nie się li­kwi­do­wały, by widz nie tracił ro­zu­mie­nia sytu­acji, na­wet jeśli za­jęty swoimi sprawami, zer­kał w tele­wi­zor tylko co jakiś czas, za­do­wa­lając się fonią, i by mógł bez szkody dla orientacji w cało­ści od­pu­ścić na­wet dwa, trzy od­cinki. Wy­star­czyło klik­nąć parę razy w wy­świetloną listę opcji, aby po chwili mieć przed sobą kon­kretną pro­po­zycję roz­pisa­nia za­pla­no­wa­nej treści od­cinka na po­szczególne dia­logi. Cor­benic pa­mię­tał także, że wszystko, co bawi, po­winno także uczyć i sy­gna­lizo­wał Sce­na­rzy­ście miej­sca, w któ­rych nie od rze­czy bę­dzie za­wrzeć coś, co we­drze się wi­dzowi do mó­zgu i zale­gnie w za­kle­jają­cym go szlamie, pod­su­wa­jąc od razu sze­roką gamę suge­stii.

Sce­na­rzy­sta nie był idiotą i za­pewne po­ra­dziłby so­bie także bez tej po­mocy. Ro­dzina, którą stwo­rzył w swoim pliku i która oku­po­wała przedpo­łu­dnia w czte­rech eu­ro­pej­skich tele­wi­zjach już od pół roku, miała na­wet swoją spe­cy­fikę, z któ­rej był dumny. Jesz­cze bar­dziej dumny był, gdy od czasu do czasu zdo­łał wy­my­ślić coś, co dotąd nie znaj­do­wało się w nie­prze­bra­nej pa­mięci Cor­be­nicu. Kie­ro­wał wtedy świetlisty kur­sor na pa­sek na­rzę­dziowy i zwi­jał dłoń, do­tknięciem palca do jed­nego z trzech umiesz­czo­nych na rę­ka­wicy u na­sady kciuka sen­so­rów, otwierając nie­wiel­kie okno, ozna­czone swoim imieniem. Po­tem za­kre­ślał kolo­rem blok tek­stu na głównym ekra­nie, w cen­tral­nym pa­nelu, wy­świetla­nym wprost przed nim, prze­nosił go do tego okna i od­syłał do pa­mięci Cor­be­nicu jako swój skromny wkład w jego roz­wój.

Sce­na­rzy­sta nie był idiotą, ale, szczerze mó­wiąc, mógłby sobie na­wet po­zwo­lić na to, by nim być. Ma­jąc do­stęp do Cor­be­nicu, na­wet idiota po­tra­fiłby się utrzymać w branży i od­nosić w niej suk­cesy, ba­wiąc i ucząc mi­liony tele­wi­dzów.

Na­tu­ral­nie, Sce­na­rzy­sta nie był taki głupi, by po­zwo­lić do­tykać swojego sprzętu byle idio­cie.


Kto przeczytał i się zachęcił to może przeczytać sobie ebooka:

http://rapidshare.com/files/17234709/uukzrplk.zip

Dodam, że książka mimo satyrycznego tonu porusza wiele aktualnych i poważnych spraw obecnych i przeszłych. Taka aluzja do Polski. Serdecznie polecam jej lekturę.

Posted: Sat Mar 03, 2007 8:49 am
by Matix

Posted: Sat Mar 03, 2007 10:45 am
by Snake
ostatni odcinek był nudnawy :twisted: więc nic dziwnego :P

Posted: Sat Mar 03, 2007 12:34 pm
by Smith
Z reguły to jest tak, że pierwsza część jest najlepsza a reszta to już coraz słabsze (aczkolwiek od każdej reguły są wyjątki :P ). Innym powodem dla którego spada popularność "Losta" może być to, że zanim puszczą pierwszą część to nikt nie wie co to jest i ogląda z ciekawości. Jednym się spodoba i obejrzą dalsze części, a drugim nie spodoba i dalszych części nie obejrzą. Po za tym nawet jak coś cię potrafi bardzo mocno rozerwać to jednak po zbyt wielkim nadużywaniu tego powoli zaczyna ci się coraz bardziej nudzić. Po prostu co za dużo to niezdrowo.