Yossarian wrote:Możesz wyjaśnic, skąd się u Ciebie biorą te prawidłowości, jak to zgrabnie ujęłaś? Ja u siebie czy w moim otoczeniu nie zauważam tego typu zmian.
Panika - udajemy, ze nie widzimy zjawiska w ogole.
Raist wrote:Nie rozumiem co w tym dziwnego i chorego, ze ludzie chca sie ze soba komunikowac? Internet to tylko jedna z wielu mozliwosci, kazdy wybiera co mu pasuje.
Udajemy, ze jestesmy idiotami.
Raist wrote:A jakie sa granice rozsadku i czego one dotycza konkretnie? I jaka ejst definicja normalnego korzystanai z internetu?
Chcemy ucie w definicje jak nie wiemy co zrobic i nie mozemy juz udawac idioty.
Raist wrote:Mowisz o skrajnych przypadkach Chatette.
Marginalizujemy sprawe (ciekawe po co, Chatette przeciez nie mowi, z ekazdy kto ma Internet zachowuje sie wedlug przez nia opisanego schematu.
Milo Minderbinder wrote:Jak w przypadku kazdej patologii...
Jw.
Panowie... Bo zadna pani poza Chatette tu nie pisala chyba... Bronicie sie jak mozecie, staracie znalezc dziure w calym. A jak stwierdziliscie, ze Chatette przesadza, nie pomni, ze to prowokacja, rozsiadacie sie wygodnie w fotelu i surfujecie dalej. {wylaczam z adresatow tutaj wojda i uszhola z tych co pisali}
A teraz wojd jako dyskutant z odeminnym stanowiskiem...

wojd wrote:Drogi Gnomie - ja się staram wyciągnąć z tego tematu możliwie dużo wiedzy. Nie ważę sobie lekce nikogo. Nie popadam w irytację.
Slusznie, Bo tak powinien robic inteligentny czlowiek.
wojd wrote:Ja po prostu zyję już parę lat dłużej niż większość z Was. W sieci byłem, gdy niektórzy nosili pieluszki. I mimo to uważam, że wiem niewiele - że nie obejmuję zjawiska jakim jest Internet tak dobrze, jak bym chciał...
Bo nikt go nie obejmuje. Ale kazdy widzi, ze zjawisko uzaleznionych od siecie, zywiacych sie tym tylko istnieje. I wcale nei ejst tak bardoz marginalne. Ale to wiesz. Sam to napisales...
wojd wrote:Dlatego gdy to wszystko czytam staram się zrozumieć, co sprawia, iż jedni ludzie zmieniają swoje realne zycie dla partnerki/partnera od pogaduszek, a inni uciekają w 'samotność w sieci'. To najważniejsze - chyba ważniejsze nawet od druku, radia czy telewizji zjawisko kulturowe w dziejach.
Tak, owszem. Bo staje sie zdecydowanie najbardziej powszechne. I daje najwieksze mozliwosci interakcji...
wojd wrote:Niedoceniane lub źle oceniane przez stada technofobów, którzy nie rozumieją, że ogromna część Internautów ma zerową niemal wiedzę techniczną - poza umiejętnością włączenia komputera i kliknięcia na ikonce 'Internet'... Oni sami boją się, a jako że nie spróbują - to i nie są w stanie zrozumieć czym naprawdę sieć jest...
A siec jest milonem rzeczy. Zrodlem informacji najbogatszym na swiecie, najlepszym i najobszerniejszym sposobem komunikowania sie, najwiekszym biurem matrymonialnym, darmowa biblioteka multimediow. I wiele innych rzeczy. A przez to wszystko, przez to bogactwo staje sie tez pozeraczem czasu. Bo jest tak wielka i obszerna (Sieć), ze wypiera z zycia zycie, zastepuje je, czesto.
Do wszystkich:
A Wy teraz mowicie, ze to marginalne i nieistotne. A teraz zastanowcie sie, po cichu, sami dla siebie... Ile godzin spedzacie dziennie przed komputerem? Ile chcielibyscie? Czy rezygnujecie czasem z czegos w RL bo Internet? Jakich ludzi uwazacie za blizszych sobie? Czy Wasza glowna sfera kontaktow miedzyludzkich nie jest przypadkiem w Necie?
Nie odpoiwadajcie, zastanowcie sie nad tym sami, dla siebie. Nie sadze by to kogolwiek otrzezwilo, ale poki zycia, poty nadziei. I tym malo optymistycznym akcentem zakonczylbym ten watek.