Page 5 of 11
Posted: Mon Feb 27, 2006 1:47 pm
by Chatette
Yossarian wrote:nie rozumiem, dlaczego się czepiasz Gnoma
Nie czepiam. Tylko znam od lat 3. I widze,ze czasem potrzeba netu u niego (i u mnie zapewne tez!) osiaga niezdrowe rozmiary.
A ludzie zagubieni w sieci, trafiaja przewaznie na tak samo zagubionych. Nie lepiej by im bylo pomoc tak na..."zywo"?
Poza tym...przypominam...mowimy o uzaleznieniu...a nie normalnym korzystaniu z internetu, w granicach rozsadku.
Posted: Mon Feb 27, 2006 1:52 pm
by Raist
A jakie sa granice rozsadku i czego one dotycza konkretnie? I jaka ejst definicja normalnego korzystanai z internetu?
Posted: Mon Feb 27, 2006 1:54 pm
by Chatette
Jezeli nie jestes w stanie funkcjonowac normalnie, obsesyjnie zastanawiasz sie nad swoim web-life, wycofujesz sie z zycia aeby miec jak najwiecej czasu na siedzenie w sieci...
...to przekraczasz granice rozsadku
Posted: Mon Feb 27, 2006 1:57 pm
by ushol
Coś się chyba zaliczam... Oj...
Posted: Mon Feb 27, 2006 2:01 pm
by Raist
Mowisz o skrajnych przypadkach Chatette.
Posted: Mon Feb 27, 2006 2:10 pm
by Chatette
A tych skrajnych przypadkow nie jets wcale tak malo.
Poza tym, nawet jakbys byl skrajnym przypadkiem (nawte jesli bylabym/jestem nim ja) to zadne z nas nie przyznaloby sie do tego nawet przed samym soba.
Na tym polega uzaleznienie.
Posted: Mon Feb 27, 2006 2:16 pm
by Raist
A ile ich jest w skali wszystkich internautow?
Posted: Mon Feb 27, 2006 2:17 pm
by WojD
Raist wrote:Nie rozumiem co w tym dziwnego i chorego, ze ludzie chca sie ze soba komunikowac? Internet to tylko jedna z wielu mozliwosci, kazdy wybiera co mu pasuje.
W komunikowaniu się nie ma nic złego. Koteczka ma po prostu chyba złe doświadczenia... Rzeczywiście niektórzy nie potrafią wyjść poza powierzchowny kontakt w sieci - poprzestaja na tym - a to już jest złe. Nic nie zastąpi bezpośredniego kontaktu - z udziałem wszystkich zmysłów i emocji, jakie nie są dostępne online...
Raist wrote:Mowisz o skrajnych przypadkach Chatette.
Zdziwiłbyś się, jak wiele takich skrajnych przypadków znalazłbyś tutaj właśnie. Ja na pewno jestem uzależniony - także dlatego, że pracuję w sieci. Nie tworzę jednak - podobnie jak w RL innej osobowości, czy innego życia na potrzeby sieci. Po prostu w niej również żyję.
W RL również musisz dokonywać wyborów, czy iść na piwo, czy się uczyć, czy spotkać się z ukochaną/ym - czy popracować...
Nie ma co demonizować netu - ale nie można też sprowadzać wyłącznie do medium komunikacyjnego. To coś więcej - środowisko, które generuje określone zachowania. Nic nie stoi na przeszkodzie, by ze swoją miłością spotkać się czasem na czacie, porozmawiać głosowo i popatrzec przez kamerę... Tylko oboje/obaj/obie muszą tego chcieć i traktować jako cos normalnego.
Złe staje się to wtedy, gdy nie umiemy już inaczej. Gdy tylko taka forma komunikowania się i współżycia staje się możliwa. Wtedy to już choroba...
Posted: Mon Feb 27, 2006 2:33 pm
by Milo
Jak w przypadku kazdej patologii...
W Internecie najniebezpieczniejsze jest chyba poczucie anonimowosci. Moja praca polega w duzej czesci na szukaniu roznych informacji. Czesto przypadkiem trafiam np. na blogi. Ludzie pisza tam bardzo osobiste, wrecz intymne rzeczy. Szczerze mowiac przynajmniej raz w tygodniu jestem niezle przerazony...
A Chatette ma wsobie cos bardzo znajomego. Wysilcie pamiec, siegnijcie do lektur szkolnych... Tak, dokladnie, pozytywizm

Silaczka czy inny Judym
Posted: Mon Feb 27, 2006 2:34 pm
by Chatette
Wojd wrote:Koteczka ma po prostu chyba złe doświadczenia
Doswiadczenia "Koteczki" sa jak sadze normalne. Staram sie unikac patologii z zewnatrz.
Nigdy po prostu nie zrozumiem, ze ktos zamiast wyjsc, spotkac sie z przyjacielem, znajomymi etc. woli posiedziec przed komputerem.
Nigdy nie zaakceptuje pseudo-romansow internetowych (mam na mysli kontakt, ograniczajacy sie jedynie do sieci).
Oslabia mnie taka wizja swiata, gdzie do klawiatury redukuje sie kontakt.
A ze spolecznika nie ma ze mnie nic. Podobnie jak z psychologa, socjologa czy czegokolwiek byscie nie chcieli...
Posted: Mon Feb 27, 2006 2:43 pm
by WojD
Zgoda - gdy ludzie boją się wyjść poza sieć, to rzeczywiście może być problem... Jednak rozumiem, że gdy 'internetowe pseudo-romanse' przenoszą sie do RL, to już jest OK?
Nigdy nie wchodziłem w takie układy - bo ani nie umiem ani chyba nie chcę - wystarcza mi to co mam - ale czasem obserwuję i wiem, że Internet potrafi być niesamowicie wydajnym jeśli chodzi o możlwość wyrażania emocji sposobem komunikowania... Tempo pisania, błędy (gdy mówimy, tez czasem się mylimy...), emotikony (tak!) - to wszystko pozwala na dosyc pewłne przeżywanie kontaktu...
Chatette wrote:Mowie dokladnie, to co chce powiedziec...a Ty w wojaczkowe klimaty uderzasz.
Wybacz... To Ty napisałaś... Ja tylko złamałem

Posted: Mon Feb 27, 2006 2:49 pm
by Chatette
Jesli generalnie kontakty internetowe znajduja racje bytu w RL to w porzadku - na to, gdzie sie spotykamy nie mamy wplywu.
Chociaz nie ukrywam, bawia mnie takie historie i sama nie umiem wyobrazic siebie w takim ukladzie, ale to zupelnie inna bajka.
Zlamanie wlasnie nadaje klimat wojaczkowy...
...chociaz jakie to ma znaczenie...
Balansujesz gdzies pomiedzy lekcewazeniem a jakims protekcjonalnym podsmiewaniem sie...
I to chyba jest najbardziej przykre.
Posted: Mon Feb 27, 2006 3:13 pm
by WojD
Chatette wrote:
Balansujesz gdzies pomiedzy lekcewazeniem a jakims protekcjonalnym podsmiewaniem sie...
Nie... Tylko rozmawiam i próbuję zrozumieć...
Posted: Mon Feb 27, 2006 3:15 pm
by Gnom
Patrze i oczom nie wierze. Nie sadzilem, ze zalozeniem tego tematu wywolam taka dyskusje. A wiecie co jest najstraszniejsze? To jak wszyscy panicznie bronicie sie przed tezami Chatette, jak wpadacie w lekcewazenie, kpine, panike doslownie. Chtette troche przesadza, ale to celowe (jak sadze). Prowowkuje... Uderz w stol, a nozyce sie odezwa...
Posted: Mon Feb 27, 2006 3:28 pm
by Milo
Gnom, nie dziw sie ze wywolales taka dyskusje. Po ruszyles wazny temat to masz. Ale moglbys wskazac jakies przyklady tej paniki? Bo ja jakos ich nie dostrzegam. Raczej proby spojrzenia na problem z roznych punktow widzenie