reve wrote:Chimaira_00 muszę Cię rozczarować *chichocze* Jestem inżynierem mechanikiem i z językiem polskim na poziomie akademickim nie miałem praktycznie żadnego kontaktu (poza znajomymi, którzy filologię studiowali Wink). Mnie to zwyczajnie razi, zwłaszcza, gdy robione jest z głupoty bądź lenistwa. Sam staram się pisać (i mówić!) jak najpoprawniej, choć świadom jestem braków w mojej wiedzy o interpunkcji chociażby.
Lenistwo jestem w stanie zrozumieć. W dawnych internetowych czasach, a i w samym Cantrze, co z pewnością pamiętasz, były problemy z kodowaniem(?) i ogonki nie wchodziły w grę. Z lenistwa wielu ludziom to zostało. Ja też tak mam, jak rozmawiam z kimś przez gg, to często bez polfontów, szybciej i wygodniej. Na forum piszę z ęą, bo to jednak rozmowa, którą widzi większa liczba ludzi, a i z racji zawodu jakoś tak głupio...

Interpunkcja - to jest koszmar. Ja do dzisiaj czasem mam półgodzinne stany zamyślenia, gdy ktoś postawi przecinek w takim miejscu, w którym bym się nigdy nie spodziewał.
A co do "poszłem", to zawsze uczono mnie, że to jest forma jednoznacznie niepoprawna, nawet w języku potocznym Shocked
Och, bo tak było.

I myślę, że... Jakby Ci to opisać... O! Matrix. Jeśli jesteś inż. mechanikiem to widzisz rzeczy, których nie widzą inni. Materiały, z których zbudowane są maszyny, jak działają, jakie mają jakieś tam naprężenia czy inne ciekawostki. Ja tego nie wiem, bo jestem zwykłym zjadaczem chleba. Ale w przypadku języka jest tak samo. Kto miał do czynienia z analizą polskich gramatyk, czy fonetyką, morfologią etc. etc., też widzi pewne wzory i rzeczy, których nie zobaczy zwykły zjadacz chleba. To nie jest sąd wartościujący, bo tak de facto, to zwykli zjadacze języka nami rządzą. Co z tego, że ja tu na forum napiszę jak się powinno mówić, albo ktoś napisze do Miodka czy Bralczyka z pytaniem... 90% gospodyń gdańskich i tak będzie gadać po swojemu.

Tego nie da się powstrzymać.
Z drugiej strony, zdaję sobie sprawę, że każdy język* ewoluuje i pewne formy błędne - zaczyna akceptować. Na przykład, słynne już, chyba, "co tu pisze?" zamiast "co tu jest napisane".
Jest taki świetny dowcip, który poznałem na filozofii.
Na stole leży długopis z nalepionym na nim napisem "BABA". Ktoś zadaje pytanie, "co tu pisze?"
Zwykły facet: Baba.
Polonista: Nie co pisze, tylko co jest napisane.
Logik: Wkład.

Kwestia trzecia - w Cantrze możemy stosować język jaki nam się podoba (bodajże we Vlo pojawiła się postać, która nie wymawia "r", albo mi się przywidziało). Tylko spróbuj zagrać postać, która nie wymawia "ogonków"... Powodzenia!
Wiesz, o wiele trudniejsze jest zagranie kogoś kto stawia co chwila błędy ortograficzne pierwszego stopnia...

Ale mnie generalnie chodziło o to, że w Cantr jeśli ktoś np. odgrywa króla czy jakiegoś pisarza (kronikarza bardziej), to jego język powinien być równie wysublimowany. Jeśli zaś ktoś jest np. piratem czy zwykłym rzezimieszkiem... Sorry, będzie gadał jak Mickiewicz?

Kwestia mediatyzacji w takiej grze to śliska sprawa...
*tak, wiem, że istnieją języki martwe - na przykład łacina.
Moja dawna łacinniczka skróciłaby Cię o głowę za takie dictum.
Ja za słabo znam mechanizmy łaciny, ale np. w Finlandii, na ichnim uniwersytecie, jest dwóch profesorów, którzy dbają by ten język dostawał standardami do innych, cały czas ingerują w słowotwórstwo itp. Zatem nie wiem czy jest to taki martwy język.
