Posted: Wed Apr 15, 2009 2:38 pm
Kurczę, tyle czasu już minęło...
Ja przede wszystkim - Fruuu. Bez tamtej postaci, pewnie nie grałbym już w Cantra. Była świetnie poprowadzona i sprawiała, że cała okolica tętniła życiem. Doprowadziło to do stanu, że siadywałem przy komórce o 2 w nocy i grałem w Cantra. To były czasy...
Moja postać do dzisiaj nie do końca poradziła sobie z jej śmiercią...
Dalej - stara bojvińska załoga. Hallfred, Arvense, Jukke. Z nich trzech, tylko Arv jeszcze żyje i długo pożyje *zapuszcza piłę spalinową, rozglądając się groźnie*. Ale to oni trzymali Ród za jaja, przynajmniej w czasach, gdy moja postać do nich dołączyła (bodaj następnego dnia po spawnie!
).
Któż jeszcze? Sam nie wiem.
Pamiętam też o każdym, kto naraził się moim postaciom, bo to wprowadzało dodatkowy kolorek do gry, aczkolwiek nie zawsze gracze trzymali należyty dystans (litościwie spuszczę na to zasłonę milczenia). Ale przynajmniej było ciekawie.
Ja przede wszystkim - Fruuu. Bez tamtej postaci, pewnie nie grałbym już w Cantra. Była świetnie poprowadzona i sprawiała, że cała okolica tętniła życiem. Doprowadziło to do stanu, że siadywałem przy komórce o 2 w nocy i grałem w Cantra. To były czasy...
Moja postać do dzisiaj nie do końca poradziła sobie z jej śmiercią...
Dalej - stara bojvińska załoga. Hallfred, Arvense, Jukke. Z nich trzech, tylko Arv jeszcze żyje i długo pożyje *zapuszcza piłę spalinową, rozglądając się groźnie*. Ale to oni trzymali Ród za jaja, przynajmniej w czasach, gdy moja postać do nich dołączyła (bodaj następnego dnia po spawnie!
Któż jeszcze? Sam nie wiem.
Pamiętam też o każdym, kto naraził się moim postaciom, bo to wprowadzało dodatkowy kolorek do gry, aczkolwiek nie zawsze gracze trzymali należyty dystans (litościwie spuszczę na to zasłonę milczenia). Ale przynajmniej było ciekawie.