Page 5 of 7

Posted: Sun May 20, 2007 7:32 pm
by Atavi
Co mi sie podoba w cantr ?

Podobaja mi sie miasta , w ktorych starsze postacie , ktore wyrobly juz swoja pozycje traktuja powaznie tych co dopiero do gry wchodza nawet gdyby zaraz mialy pasc z glodu, nawet gdyby zaraz mialy cos ukrasc.
Podoba mi sie Eden i Karolina. To moje ulubione miasteczka.
Malo gram a i tak jak sie odezwe to ktos na to zareaguje w tych miastach.
Podoba mi sie klimat w tych miastach zaangazowanie osob.
Mnie w cantr trzymaja wlasnie osoby, z ktorymi mozna sie dogadac, ktorzy ufaja komus spoza swojej kliki.
Ja malo gram wiec dla mnie to ważne.

===============
Nie podoba mi sie w cantr to , ze np trzeba poswiecic wiele lat zycia by zrobic kilof. Mysle, ze gdyby szybciej to wszystko szło to ludzie tak kurczowo nie trzymaliby swoich postaci przy życiu i byloby wiecej wojen.

Nie podoba mi sie , ze wszystko jest tak na widoku. Sa nawet miasta , ktore w obrebie osady zakazuja mowic szeptem.

Nie podoba mi sie ze nie mozna swobodnie podrozowac, wydobywac, budwac. Ciagle trzeba pytac . Odpowiedzi sie oczywiscie nie dostanie dopoki sie czegos nie ukradnei i wtedy dopiero jest rekacja. Nagle stare osoby widza , ze jest ktos nowy.
Nie ma swobody, nie mozna palcem kiwnać, wykazac sie wlasna inicjatywa bo zaraz zakaz.
Mysle, ze w ogromnej wiekszosci gra zostala zdominowana przez stare postacie i one kontroluja gre nie pozwalajac sie rozwinac mlodym gracza.
Nienawidze miast , w ktorych na wszystko jest ban, nawet na glupie polowanie. Sa miasta gdzie jest calkowity zakaz wydobycia a nawet o kupinie surowca ciezko bo juz w ramach wlasnej kliki prowadzi sie handel. Strasznie to zniecheca.
Strasznie ciezko jest sie przebic przez te utarte znajomosci.

Ja na pewno nie przestane grac. jak juz powiedzialem podoba mi sie klimat niektorych miast. A niektore to bym z checia zniszczyl , np miasta takich Bojvingów
:twisted: :wink:


Uwazam ze zostalem pokonany przez ducha cantr. A duch moim zdaniem jest taki , ze te postacie, co maja wladze w cantr miażdża rozwoj tej gry przez to , ze wszystko chca dla siebie nie pozwalajac sie rozwinac mlodszym graczom. Nie ma co mowic ,ze wszystko zalezy od nas. Glowa sie muru nie przebije. Ramy zostaly ustalone . Na starym kontynecie sa jeszcze fajne miejsca , ale rozwoj raczej widze na innych wyspach.
Trzeba emigrowac by sobie pograc.

Najbardziej oplacana postawa w cantr to zostac na dlugi czas w jednym miejscu. Nie jest oplacane podrozowanie chyba ze w ramach swojej kliki.

Posted: Sun May 20, 2007 8:28 pm
by KilDar
dawno już nie czytałem na forum takiego steku bzdur :)

Posted: Sun May 20, 2007 9:43 pm
by Elm0
Nie miał szans widzieć Cantra w dniu 1500 albo nawet 1600. Wtedy to było co innego, a teraz wszędzie przysłowiowa kupa.

Posted: Sun May 20, 2007 10:26 pm
by ushol
Po pierwsze... nie hamowany jest rozwój gry... rozwój gry może być zahamowany przez ProgD lub RD, jeśli nie będzie nowych rzeczy z ich strony (nie mówię, że nie ma).

Po drugie... z przebiciem się nie ma większych problemów, oj nie... A problem z przebiciem się w handlu nie jest wcale problemem, tylko faktem. W RL burmistrz nie zwraca uwagi na każdego człowieka, czemu musi zwracać na wszystkich uwagę w Cantr. W końcu ma ważniejsze problemy, na przykład z handlem, gdzie stale ścieżki (czy ja wiem, czy to jest od razu klikowanie) ustalał w pocie czoła.

Po trzecie... żaden młokos nie zosaje kimś z dnia na dzień, trzeba właśnie popracować nad tym te pare ładnych lat.

Więc AVE KilDar... bzdury

Posted: Mon May 21, 2007 4:49 am
by Regis
Podpisuje sie pod przedmowcami - post uzytkownika Atavi to jakis absurd (chociaz KilDar wyrazil sie bardziej odpowiednio :wink:)

Posted: Mon May 21, 2007 7:34 am
by Leming
A ja uważam, że Atavi ma nieco racji. Może dlatego, że gram od niedawna. Rację ma co najmniej w jednym punkcie - są miejsca, gdzie prawa głoszą, że tego, tego i tamtego nie można robić, dopóki nie uzyska się zgody mieszkańców. Pojawia się tam jakiś nowy czy przychodzi człowiek skądś. Pyta, czy może to czy tamto (na przykład wydobyć sobie trochę jedzenia, bo jest głodny). Przez kilka dni nie ma żadnej reakcji na jego pytanie (pal sześć, jak w ogóle nic się nie dzieje, ale bywa, że widać, że ludzie w osadzie są aktywni, tylko nikomu się nie chce gęby otworzyć, żeby do nowego cokolwiek powiedzieć). I reakcja jest dopiero, jak nowy zacznie coś wydobywać albo podniesie jakieś nieszczęsne dwa kilo marchewki, co leży na placu i gnije. Jaka reakcja, chyba nie trzeba tłumaczyć. Szlag mnie trafia, jak widzę takie rzeczy. I tu nie ma co tłumaczyć, że Cantr jest grą z wolnym tempem. Tak samo, jak przy błyskawicznych atakach piratów czy innych "wodnych" złodziei, którzy nikomu nie dają czasu na reakcję.

Nie zgadzam się natomiast, że muszą być jakieś wojny, żeby gra była interesująca. A już na pewno nie sztucznie i na siłę wywoływane. Ale to już moja subiektywna ocena.

Posted: Mon May 21, 2007 8:03 am
by Echo
Pomimo tego, że nie zgadzam się z Atavi, to dobrze, że ma odwagę wyrazić swoją opinię.
W gruncie rzeczy to, co jemu się nie podoba nie dotyczy tylko gry, bo realia są właśnie takie, jakie budujemy i w Cantr. Trzeba wzbudzić szacunek, zaufanie i dopiero potem można liczyć na profity. :wink:
Nie widzimy siebie nawzajem; czy ten, który się właśnie odzywa i prosi o pożyczenie siekiery ma zmiażdżony nos od wiecznych awantur, albo sznyty na twarzy, podbite oko... Czy kobieta jest uczesana, ma czyste paznokcie, wypielęgnowaną twarz. :wink: Gracze bardzo skromnie opisują swoje postacie, więc wszystko zależy od naszej znajomości języka, doboru słów i jego bogactwa. Tyle w kwestii postu Atavi.

Jestem co raz bardziej przekonana, że wieczorne lagi mają wiele wspólnego z powoli zapadającą w Cantr ciszą, tak jak matury, piękna pogoda na zewnątrz i zbliżające się wakacje. Reszta to już nieodwracalne zmiany, do których postacie muszą się przystosować.
Im szybciej, tym dalej się poruszamy, a świat wydaje się mniejszy.

Posted: Mon May 21, 2007 9:56 am
by matero
Tak bardzo surowo bym nie oceniał wypowiedzi Atavi. Zapomnieliście już, jak to jest być nowym graczem. Nie stworzyć nową postać i nią się, jak to Atavi określił, przebijać. Prawdę mówiąc "nowy", prowadzony przez doświadczonego gracza, jest rozpoznawalny na kilometr - określone zachowania, sztampowe pytania, standardowe odzywki...
Obserwuję reakcję na pojawienie się "nowego". I często niestety jest tak, że nikogo on nie obchodzi. Nowy gracz (powtarzam - nie postać) może się poczuć obco. Spróbuje się odezwać raz, czy drugi, ale w końcu da sobie spokój. Często z grą na dobre.

Podejrzewam, że gdyby któraś z pierwszych naszych postaci z pokolenia dzisiejszych pięćdziesięciolatków trafiła niegdyś na taki mur obojętności, niejeden gracz szybko poczułby się zniechęcony. Przynajmniej ja pewnie bym się tak poczuł. :) A że w okresie 1300 - 1600 był inny, przyjaźniejszy klimat do gry, to już inna sprawa. Wątpie, by był do powtórzenia.

Inna rzecz, że Atavi nie powinien się poddawać, bo mimo wszystkich - faktycznych i wydumanych - kłód pod nogami, nawet młode (może przede wszystkim?) postaci mogą zaistnieć w Cantr. Więc do dzieła, młodzi! Rozruszajcie to skostniałe towarzystwo zblazowanych staruszków. :D

Posted: Mon May 21, 2007 10:12 am
by Villon
A ja mam całkiem odmienne doświadczenia. Z kilku miast. Z "nowymi", którzy natychmiast po pojawieniu się rzucają się do wydobywania, polowania, łażenia po budynkach, zbierania przedmiotów z ziemi itp bez jednego słowa, pomimo tego, że witani są przez innych, zachęcani do zadawania pytań, częstowani jedzeniem. Najczęściej nawet nie odpowiadają. I to dopiero jest zniechęcające ;)
A już opowieści o klikach mnie rozwaliły :twisted:

Posted: Mon May 21, 2007 10:35 am
by matero
Są i takie zachowania, nawet przeważają. Chociaż... Co podejrzanego jest w łażeniu po otwartych budynkach, hę? ;) To naturalne, wywołane ciekawością. Dla mnie podejrzany jest ten, który właśnie nie łazi, o nic nie pyta, kopiuje tylko mapy i... już wszystko wie - gdzie jest, jak ma się zachować, że ma pytać o zgodę i inne takie, politycznie poprawne zachowania. I od razu zadaje sakramentalne pytania typu: co mam robić, by zarobić na topór i żelazną tarczę. Czemu nie kościaną, na przykład? Tyle tylko, że za taką postacią nie stoi nowy gracz, ciekawy cantryjskiego świata, tylko stary wyjadacz, który od początku wie, co ma robić. To nie zarzut, żeby mnie ktoś źle nie zrozumiał. Próbuję tylko zrozumieć nowych graczy. :)

A co do klik. Cóż, długo by opowiadać... ;)

Posted: Mon May 21, 2007 11:19 am
by Mars
Villon wrote:A ja mam całkiem odmienne doświadczenia. Z kilku miast. Z "nowymi", którzy natychmiast po pojawieniu się rzucają się do wydobywania, polowania, łażenia po budynkach, zbierania przedmiotów z ziemi itp bez jednego słowa, pomimo tego, że witani są przez innych, zachęcani do zadawania pytań, częstowani jedzeniem. Najczęściej nawet nie odpowiadają. I to dopiero jest zniechęcające ;)
A już opowieści o klikach mnie rozwaliły :twisted:


Rozne miasta, i rozna kultura, wieksza roznorodnosc, a to nawet zaleta Cantra, a nie jego wada.

Tu nowego zignoruja, a tam obsypia narzedziami za prace.

Posted: Wed May 23, 2007 6:50 am
by Chimaira_00
Eee... Przesadzacie trochę z tymi nowymi. Jak ktoś jest starym erpegowcem to nie potrzebuje ani zbyt wielu porad ani wielkich elaboratów - po prostu zaczyna odgrywać. :)

Inna sprawa, że koleś ma trochę racji, bo w niektórych lokacjach prawa czy sankcje są kosmiczne. Wynika to imo tylko z tego faktu, że dwa czy trzy bęcwały zakładają wioskę i od władzy im się w dupach przewraca :)

Atavi wrote:Ja na pewno nie przestane grac. jak juz powiedzialem podoba mi sie klimat niektorych miast. A niektore to bym z checia zniszczyl , np miasta takich Bojvingów


?
Które miasta Bojvingów?
Akurat Bojvingowie to IMO najlepsze co mogło Cantr spotkać. Fakt, że moja najaktywniejsza postać jest stamtąd, ale mimo wszystko tak pseudoobiektywnie rzecz biorąc prawie każda miejscowość to kopia poprzedniej... Na tym tle taki Bojholm wybija się cholernie i stanowi miłą odskocznię od "Ile muszę zapłacić podatku za 616 gram węgla, żeby zrobić sobie gumkę do majtek?".

...Co nie zmienia faktu, że i tam ostatnio też jakoś przycichło ;]

Posted: Wed May 23, 2007 7:06 am
by Miri
nowemu łatwo nie jest.. *chlip* wiele zależy od tego, gdzie się trafi. Pół biedy, jeśli 'starszyzna' jest aktywna i po prostu olewa nowego, postępowanie w takich sytuacjach mam już oklepane dzięki dziekanatowi naszemu kochanemu :lol: gorzej, jak władza najwyższa licencje rozdająca śpi, a jedyne, co char może zgodnie z prawem robić, to zbierać ananasy i bawić się w piasku...

Posted: Wed May 23, 2007 7:37 am
by Leming
Miri wrote:jedyne, co char może zgodnie z prawem robić, to zbierać ananasy i bawić się w piasku...


Dopóki mu się nie znudzi i nie zrobi rewolucji. I nie ustanowi nowych praw. Może to i jest pomysł...

Posted: Wed May 23, 2007 9:29 am
by Lucja
Mam postać, która przebudziła się w czasach gdy kontynentu nikt nie odkrył, a nagłówek codziennie dodawał dni do 1200. Przeżyła prawie wszystkich rówieśników. Całe życie uchylała się od pełnienia władzy. Do dziś stara się witać i wręcz opiekować 'nowymi'. W praktyce jednak okazuje się, że z nowonarodzonych jeden na dziesięciu zasługuje naprawdę na uwagę. Trzech zasypia wyjawiając swoje imię, jeden otwiera tylko oko i pozostaje tajemniczy, aż do swego końca. Z pozostałych pięciu dwóch pyta o stawkę dzienną w żelazie zaraz po dzień dobry, jeden kopiuje mapy i bez słowa biegnie w sobie wiadomym kierunku. Pozostaje jeszcze para. Podejmują pracę i: jeden spokojnie czeka aż zdarzy się okazja i z niej korzysta, drugi żyje obok społeczności w ogóle nie uczestnicząc w życiu osady coś sobie kombinując na boku. Dzieje się tak już od lat i ani forma ani temperatura powitania nie mają znaczenia.

Powiecie, że tak ma być, że to właśnie urozmaica grę. Zgodzę się z tym, lecz proszę nie generalizować. 'Stare' postacie nie zawsze są skostniałe i wiele z nich pamięta trudności w pierwszych dniach po przebudzeniu. Tym bardziej, jeżeli gracz tworzył je stopniowo. Po prostu 'nowi' mają szczęście lub pecha. Ale to również można powiedzieć o drugiej stronie. Czasem okazanie zaufania boli, a wiekowe postacie pamiętają i to je zniechęca.