Page 5 of 9

Posted: Sun Dec 30, 2007 12:52 am
by tseone
630 dni... Ale niedługo koniec, jedna z ulubionych postaci na dniach zginie w lochach hehe

Posted: Tue Jan 01, 2008 9:50 pm
by Fafkulce
Ja grałem 841 dni - od 1252 do 2093. Najlepiej grało mi się na początku, potem grałem praktycznie dla jednej postaci, a po jej śmierci powoli się nudziłem grą, aż wkońcu postanowiłem to skończyć. Żyłem w czasach, gdy zabójstwo było prawie niewykonalne, a sledgehammer to był szczyt marzeń :D To było coś :) Ale mam nadzieję, że kiedyś wrócę do wspaniałego świata Cantr.
Chciałbym podziękować Bandzie Robin Hooda, Elionowi, załodze Nomada, mieszkańcom Cechowic oraz Kompanii Węglowej za wspaniałą grę.

Posted: Tue Jan 01, 2008 10:06 pm
by lukaasz
Dywizjon 909
- ladna cyfra :)
I jedna z postaci ktore zalozylem 1szego dnia gry ciagle zyje, pamieta czasy gdzie martwi na ulicach calymi setkami lezeli.

Na poczatku Cantr byl sposobem na mile spedzanie czasu w pracy.
Czasu bylo duzo to i 8 postaci sie krecilo i minutek brakowalo.
Potem, powoli gra zaczela uzalezniac.
Po stracie pierwszej postaci prawie tydzien nie gralem.

Teraz uzalenienie i ciekawosc swiata pozostaje, ale czasu brakuje.
Wiec w planach nowych postaci juz nie mam. Z czasem pewnie bede sie ograniczal do 1, zeby moc dluzej zwiedzac swiat i pozadniej grac 1 postacia.

Posted: Tue Jan 01, 2008 11:28 pm
by marol
Ciężarem.

Posted: Wed Jan 02, 2008 10:03 am
by Lucja
Dzień startu - 1257
Dziwnie się czułam prowadząc postać, która na zmianę zbierała marchewki i zakopywała całą masę bezimiennych zwłok. :? Pamiętam, że w dniu, gdy nagle wszystkie zniknęły, wielu straciło sens życia.... i tych również należało pochować. :wink: Nie zapomnę też adrenaliny, gdy moja postać zobaczyła pierwszego kłusownika, który ośmielił się zapolować na otaczane opieką wilki i konia. No i oczywiście gdy po raz pierwszy dostała pięścią od wariata, który okładał wszystkich.

Teraz wspominam to z sentymentem, choć w czasach szybkich pojazdów, dobrych dróg, komunikacji i ton wytopionego żelaza brzmi to jak bajka dla dzieci...

Grając tak długo (i czytając od czasu do czasu forum) inaczej oceniam Cantr niż na początku. Teraz przyjemność czerpię już tylko z poznawania gry, która stale się rozwija i bogactwa ludzkich osobowości, które spotykają moje postacie. Od milczków i tak zwanych golemów po gaduły, którym ma się ochotę skręcić kark oraz postacie, które swoją grą sprawiają, że Cantr jest tak wyjątkowym miejscem. Zgodzę się też ze wszystkimi, którzy twierdzą, że gra po pewnym czasie staje się ciężarem, obowiązkiem (dla niektórych większym niż dla innych). Oprócz lagów i łamamia zasad jest to chyba jedyna gorzka pigułka, którą trzeba połknąć decydując się na rejestrację. Reszta to nadal miód...

Posted: Wed Jan 02, 2008 2:01 pm
by Elf
Lucja wrote:Dzień startu - 1257
Dziwnie się czułam prowadząc postać, która na zmianę zbierała marchewki i zakopywała całą masę bezimiennych zwłok. :? Pamiętam, że w dniu, gdy nagle wszystkie zniknęły, wielu straciło sens życia.... i tych również należało pochować. :wink: Nie zapomnę też adrenaliny, gdy moja postać zobaczyła pierwszego kłusownika, który ośmielił się zapolować na otaczane opieką wilki i konia. No i oczywiście gdy po raz pierwszy dostała pięścią od wariata, który okładał wszystkich.



Ależ zrobiło mi się cieplej na serduszku ;-) Pewnie dlatego,że zaczynałam mniej więcej w tym samym czasie i też pamiętam, jak buntowałam się przed monitorem, bo jakiś dwudziestolatek okładał wszystkich pięściami, a później uciekł. I cała osada postawiona w stan gotowości, rzucała się do pogoni... A moja postać naga, bez broni też okładała go pięściami, a co! ;-)

Posted: Wed Jan 02, 2008 4:41 pm
by Sztywna
Ech, ja zaczynałam w 1582... Too były czasy. Julia siedziała długodługo przed monitorem i miała radochę. Świetnie się bawiła, po jakimś czasie rejestrnęła się na forum i zaczęła poznawać innych graczy. I dużo się od nich nauczyła, musi to szczerze przyznać. Teraz właściwie(wiem, dziwne w tym wieku) nie ma na cantrowanie czasu, ale sentyment jest silniejszy. Poza tym Cantr jest chyba dla niej małą ucieczką od szarego codziennego świata, tu nawet napisała swoje pierwsze wierszydło....

eshh... tak, za moich czasóóww... oj, coś mnie w boku strzyka... ;)

No i(najlepsze na koniec) - dzięki Cantr poznała Matta :)

Posted: Thu Jan 03, 2008 2:15 am
by w.w.g.d.w
Wiecie jak ja sobie wyobrażałem świat Cantra gdy tu wchodziłem?
No więc naczytałem się tego i owego i wyobraziłem sobie pustkowie,w najleszym wypadku coś jak sawanna tylko że bardziej zimno tam jest.Wioski złożone z kilku rozwalających się chat w najlepszym wypadku oddalone od siebie o kilka dni.Pare osób w niezby czystych ubraniach coś tam sobie dłubiących w drewnie czy grzebiących w ziemi.Taka sceneria troche fallotowa powiedzmy tylko że biedniej,bez bardziej skomplikowanych narzędzi i promieniowania. :lol:
Jedna z moich pierwszych postaci trafiła na pustkowie wyspy Fic i nie zostałem wyciągniety ze swojego wyobrażenia bo jak owa postać spytała gdzie jest najbliższe miasto odpowiedź była taka:co to jest miasto? :P
Druga trafiła do dużej osady (śmiech na sali),weszła do jakiegoś domku szumnie nazwanego Dworem lub Rezydencją (czy jakoś tak),oczywiście została pouczona by nie chodziła po czyjiś ruderach (i co z tego że rezydencja? :wink: ).Poszła w Świat.

Takie są moje wspominki z tych czasów,teraz o wiele trudniej narzucić sobie jakieś wyobrażenia o Cantrze,im lepiej to wszystko znasz tym bardziej widzisz tylko zieloną stronę.

Czym dla mnie jest teraz Cantr?
Czymś za czym będe jeszcze długo marzył.

Posted: Sat Jan 05, 2008 3:29 pm
by gawi
czym jest teraz.. teraz jest formą relaksu , odpoczynku, czasem wnerwienia jak nie chodzi a takze fantazji o inym świecie:) to tak w skrócie:)

Posted: Tue Jan 15, 2008 11:11 am
by Agent 0007
Zaczynałem grać w grudniu 2005. To było coś koło dnia 1370...

Nacisnąłem krzyżyk po 1,5 roku, późną wiosną 2007. Około pięćset dni trwała moja przygoda z zielonym światem. Wiele miesięcy minęło od tego czasu. A Cantr ciągle wraca do mnie we wspomnieniach.

Większość postaci, jakie moje znały już nie żyją. Niedawno odeszło kilka następnych. Dawni przyjaciele gryzą już ziemię.

Ukochane moich wojowników już dawno nie żyją. Zostały we wspomnieniach.

Statek-dom jednej z postaci krąży gdzieś pewnie po morzach... Rakery były wtedy rzadkością. Rozpierała ją duma, gdy płynęła w pierwszy rejs swoim okrętem. Niestety, także ostatni rejs.

Brak jakichkolwiek wieści z ukochanego miasta i wcześniejsze informacje , że coś się w nim dobrego skończyło - karze mi przypuszczać najgorsze. Wyobrażenie smukłych białych wież Biblioteki i Latarni Morskiej, zaduch Domu Zjednoczenia, wieczorne ognisko przy najlepszym z możliwych trunków. Ciekawe, czy wiele jest postaci, które jeszcze pamiętają tę szczególną atmosferę towarzyszącą późnonocnej biesiadzie... Widok żagli na horyzoncie obserwowanych ze skalistego klifu Wapiennego Brzegu... Radość po powrocie towarzyszy. Poczucie dumy z osiągnięć własnego ludu. Wysokie maszty okrętów stojących na redzie i w porcie. Spotkanie z ukochaną po latach rozłąki. Szczyt wzgórza górującego nad miastem zasnuty magiczną mgłą. I wiele innych obrazów...

Czym jest dla mnie Cantr? Wspomnieniem.

Czasem bardzo chcę wrócić... jak teraz. Niestety, nie mogę tego uczynić...

Jednak Cantr dał mi także coś więcej. Splótł mój los z osobą, która stała się dla mnie tą najdroższą.

Pozdrawiam Cantrowiczów serdecznie. Grajcie z radością!
Głos zza grobu oddał Agent 0007 ;)

Posted: Tue Jan 15, 2008 2:49 pm
by Echo
Agencie, jak pięknie to podsumowałeś.

Od pisarzy, którzy wydali swe książki wymagamy bardzo dużo. A ja mam nadzieję, że przynajmniej, chociaż jeden z nas - graczy, wyćwiczy się tak płynnie w dialogach i różnych relacjach w tej grze, że i jego książka trafi kiedyś na półki. Podziwiam wszystkich, którzy z płynnością i trafnością posługują się bogactwem języka malując w naszej wyobraźni obrazy.

Dla mnie cantr? Nieodmiennie interesującą przygodą. :)

Posted: Thu Feb 14, 2008 11:18 pm
by Elf
840, moi drodzy. 840 dni, a ja znowu czuję w grze obecność postaci, po których śmierci zakończy się moja gra :D Nadal czerpię z tej gry satysfakcję, jest dla mnie rozrywką i rozwija mnie (mam nadzieję) językowo. Każdego dnia czytam pisaną przez Cantryjczyków książkę. Wrosłam w Cantr, jak drzewo.

Dostarczyliście mi różnorakich emocji- zarówno, jako gracze, poprzez wasze postacie, jak i jako ludzie. Których poznałam czasami 'w realu', z którymi spędzałam godziny na IRC-u, z którymi spamowałam na forum. Tym jest dla mnie Cantr- Wami. Nie, to nie jest pożegnanie- ja wyrosłam z pożegnań. Ot, taka mała refleksja i podzięka usnuta nocną porą. Podzięka za dobre i za to złe też.

Nie zmuszajcie mnie nigdy więcej, żebym schodziła do świata ludzi. Bierzcie mnie taką, jaką jestem. Ale nie próbujcie sprowadzić do parteru. Do zobaczenia w grze. Czaję się tam. Może nawet nie podejrzewacie, jak innym językiem mówią moje postacie, jak innym niż ten tutaj.

Posted: Fri Feb 15, 2008 5:24 pm
by KVZ
bumerangiem. wyrzucasz go krzyżykując się, a on powraca i z podwojoną siłą trafia cię w głowę

Posted: Fri Feb 15, 2008 10:25 pm
by Quijo
Tak bumerangiem :D Chociaż jeszcze nie wróciłem do gry, to i tak jestem w 100% pewien, że ten bumerang leci do mnie okrężną drogą i w końcu trafi z powrotem do mej dłoni.
Odkąd wcisnąłem krzyżyk, to jeszcze nie było dnia, bym chociaż prze 5 minut dziennie nie pomyślał o którejś z swoich byłych postaci. :(
Brakuje mi tego ustrojstwa cholernie i bardzo ciężko jest mi powstrzymać sie od założenia nowego konta i stworzenia choć jednej malutkiej, cichutkiej i nic nie znaczącej postaci.
Na szczęście są osoby, które mnie od tego pomysłu odciągają i za to wam z całego serca dziękuje :*

Posted: Thu Mar 20, 2008 8:00 pm
by Legalus
1445 to mój start. Ach... to były piękne czasy. Im świat bogatszy tym mniej fascynujący ;P

Ta gra to nałóg, którego żaden psycholog nie wybije mi z głowy :D

Krzyżykowcy, wracajcie do gry, bo brak nowych doskwiera