Page 13 of 15

Posted: Mon Jun 09, 2008 2:58 am
by Echo
Mojaż, Droga Zamio... Podawajże tych facetów imiona, których prowadzisz... :lol:
Zaraz ich kopnę w łydkę, albo trzepnę miotłą! Alboć ich za burtę przegnam. :D
Nie, nie! To nie tak!
Dawaj szybciutko imiona, a będą rozpieszczani smakołykami i innymi cudownościami. :D
Czy zauważyłyście, że prawdziwy facet w cantr zazwyczaj nic nie robi, kiedy znajdzie kobietę swojego życia? :lol: :lol:

Posted: Mon Jun 09, 2008 6:37 am
by tehanu
cald dashew wrote:brednie.. po co sie rozpisywac o takich sprawach na forum? Po prostu grajcie i sie bawcie.. kazdy na swoj sposob. Ja sie w ogole z Toba, Twoją opinią tehanu nie zgadzam a tez troche gralem, gram w ta gre


*wzrusza ramionami*
Tak jak napisałam wcześniej, nasze komentarze oparte są na naszych doświadczeniach. I nie piszę, że jest to normą tylko raczej przestrzegam przed pewnymi niebezpieczeństwami miłości i seksu w cantr.
Wszytko zależy.. kim jesteś, jaki jesteś, ile masz lat, jak wygląda Twoje życie.

Posted: Mon Jun 09, 2008 7:22 am
by Zamia
Echo wrote:Mojaż, Droga Zamio... Podawajże tych facetów imiona, których prowadzisz... :lol:
Zaraz ich kopnę w łydkę, albo trzepnę miotłą! Alboć ich za burtę przegnam. :D
Nie, nie! To nie tak!
Dawaj szybciutko imiona, a będą rozpieszczani smakołykami i innymi cudownościami. :D
Czy zauważyłyście, że prawdziwy facet w cantr zazwyczaj nic nie robi, kiedy znajdzie kobietę swojego życia? :lol: :lol:


To moi nie są prawdziwymi facetami. :cry:
Albo to jeszcze nie te kobiety :wink:

Posted: Mon Jun 09, 2008 10:08 am
by cald dashew
tehanu wrote: raczej przestrzegam przed pewnymi niebezpieczeństwami miłości i seksu w cantr.


Co?? Coś takiego nie istnieje, miłość i seks Cantr? To wszystko jest gra, min. "zabawa w seks i miłość" a Ty strasznie spłycasz pojęcie prawdziwej miłości i seksu..
EDITED ;]

Posted: Mon Jun 09, 2008 10:19 am
by Laura_
:roll:

Posted: Mon Jun 09, 2008 10:27 am
by marol
Cald dashew, nie wiem, gdzie Ty dopatrzyłeś się spłycania prawdziwych uczuć. Tehanu ostrzegała przez miłością i seksem w Cantr, czyli przed tą właśnie zabawą.

Granica jest indywidualna, dla niektórych uczucia w Cantr są zdradą, dla innych zaś (swingersi) seks rzeczywisty może nią jeszcze nie być i tak, jak TŻ natene obserwuje jej zabawy w Cantrze, tak niektórzy obserwują zabawy partnerek w RL. Próba jakiejkolwiek generalizacji mija się z celem.

Poza tym chowacie się za zasłonką odgrywania postaci, tyle, że zapominacie, iż to odgrywanie polega też na wczuwaniu się postać. Czujecie radość z osiągnięć postaci, smutek z jej porażek. Sukces w postaci zdobycia topora lub poczucie zagrożenie z powodu ataku piratów są związane z postacią i to tłumaczenie, że to nie ja, a postać jeszcze by przeszło. Jednak wszelkie roleplayowe aspekty gry, które nie są związane z mechaniką gry, gracze robią tak naprawdę dla siebie. Odgrywają śmieszne sceny, by się pośmiać, pogrzeby, by się trochę posmucić i seks, by się podniecić. Nie wierzę, że osoby, które odgrywały seks, nie odczuwały podniecenia i robiły to tylko i wyłącznie dla RP.

Posted: Mon Jun 09, 2008 10:54 am
by natene
Marol, w większości się mogę z Tobą zgodzić...

Choć muszę sie przyznać, że do Cantr podchodzę jeszcze inaczej... Traktuję tę grę jak warsztat słowa. Nie raz spotkałam się z określeniem, że granie w Cantr jest jak pisanie książki, a słowo pisane jest poniekąd moja pracą...

Co do podniet i wczuwania się we własne postacie - nie podnieca mnie zdobycie siekiery...lecz raczej to, że moja postać nie jest papierowa, a żywa.
Dla mnie oznacza to, że moje słowa są wystarczające, by obudzić reakcję w drugim graczu - tego właśnie chce każdy pisarz - pobudzić :>

Co do podniet innego rodzaju...jestem normalna kobietą, raczej młodą ( a w każdym razie fajnie jest tak myśleć ) - dobrze opisana scena erotyczna czy miłosna - czy to ubrana obrazem np w filmie, czy opisana słowem w książce - bądź tu, w tym zielonym świecie - może podniecić. Ale czy mam się z tego powodu źle czuć?

Posted: Mon Jun 09, 2008 11:02 am
by cald dashew
marol wrote:Cald dashew, nie wiem, gdzie Ty dopatrzyłeś się spłycania prawdziwych uczuć.

Przecież ja nie pisałem o spłycaniu prawdziwych uczuć tylko tym co nazywamy seksem a co miłością. Przecież nie możemy tego porównywać do Cantryjskich odpowiedników. Miłość nie polega tylko na pisaniu na ekranie komputera a seks na opisywaniu i wczuwaniu się patrząc na ten sam ekran jakkolwiek te pisanie prawdziwe. Trudno mi sobie wyobrazić jak się można w ten sposób zakochać.

marol wrote: Granica jest indywidualna

To fakt, dla niektórych "miłość" w Cantr może być zdradą bo się troche wczuwamy a dla innych nie bo i tak nic z tego nie wyjdzie ani do niczego "na prawdę" (w sensie fizycznym) nie dojdzie. Teraz jednek nie mówiłem o zdradzie tylko jak ta Cantryjska miłość wpływa na ludzi indywidualnie.

marol wrote: Nie wierzę, że osoby, które odgrywały seks, nie odczuwały podniecenia i robiły to tylko i wyłącznie dla RP.

Podniecenie może, ale zakochanie się i miłość w alternatywnym świecie słów komputerowych to juz chyba gruba przesada.


P.S : miłość od której możesz odciąć się za pomocą krzyżyka i nigdy do niej nie wracać nawet nie zasługuje na takie miano, jak mówiłem : zabawa którą możesz skończyć jak się znudzi. O co tu być zazdrosnym?

Posted: Mon Jun 09, 2008 11:18 am
by Laura_
moze i niektorym trudno to sobie wyobrazic, ale mnie udalo sie zakochac tylko i wylacznie piszac na ekranie komputera i do dzis jestem z ta osoba. w dodatku z moich obserwacji wynika, ze nie jestem takim znowu wyjatkiem. po drugiej stronie lacza siedzi zywa osoba, czujaca i myslaca, wiec niby dlaczego nie mozna sie w niej zakochac? ponoc liczy sie wnetrze? :twisted:

PS. i w zyciu realnym milosc moze byc "zabawa którą możesz skończyć jak się znudzi", przynajmniej do czasu pojawienia sie dzieci.

Posted: Mon Jun 09, 2008 11:28 am
by cald dashew
Laura_ wrote:
PS. i w zyciu realnym milosc moze byc "zabawa którą możesz skończyć jak się znudzi", przynajmniej do czasu pojawienia sie dzieci.


haha, i to nazywasz milością? Co to sie dzieje na tym swiecie :o

Posted: Mon Jun 09, 2008 11:29 am
by Laura_
a jest jakas oficjalna, jedyna sluszna definicja "milosci"?

Posted: Mon Jun 09, 2008 11:31 am
by marol
Kolego, my tutaj nie próbujemy definiować miłości, lecz określić jakie w Cantr są granice zdrady. W Cantr, a nie "na tym świecie".

Posted: Mon Jun 09, 2008 11:33 am
by cald dashew
marol wrote:
cald dashew wrote:haha, i to nazywasz milością? Co to sie dzieje na tym swiecie :o
Kolego, my tutaj nie próbujemy definiować miłości, lecz określić jakie w Cantr są granice zdrady. W Cantr, a nie "na tym świecie".


Z tego co zauważyłem rozmowa zeszłą na inny tor troszkę, temat zdrady akurat mnie nie interesuje

Laura_ wrote:a jest jakas oficjalna, jedyna sluszna definicja "milosci"?

Oczywiście że nie, ale skoro miłością nazywamy pewne piękne uczucie nieraz na lata (tak idealistycznie) to poco wakacyjną zabawę też tak nazywać?

Posted: Mon Jun 09, 2008 11:35 am
by marol
To sobie załóż inny wątek, a tutaj dyskutuj o tym, o czym traktuje tytuł tego tematu.

Posted: Mon Jun 09, 2008 11:38 am
by cald dashew
marol wrote:To sobie załóż inny wątek, a tutaj dyskutuj o tym, o czym traktuje tytuł tego tematu.


Myślałem że temat miłości pokrewny jest do tematu zdrady i jest jej nieodłącznym elementem bo bez miłości nikt by nie zwracał uwagi na zdradę i o ile się nie mylę temat miłości przewija się podczas całego wątku.

ale zrozumiałem aluzje szefie, już się zamykam :twisted: