Odeszli... [*]

Ogólna pozapostaciowa dyskusja pomiędzy graczami Cantr II.

Moderators: Public Relations Department, Players Department, Players Department Trainee

Rafal3920
Posts: 110
Joined: Tue May 14, 2013 7:27 pm

Re: Odeszli... [*]

Postby Rafal3920 » Mon Dec 14, 2020 4:25 pm

Więcej niż 4 dni więc... Część lubiła część nie, wielu pewnie nie pamięta...
Rozczochrany - od jakichś 40 lat golem, więc w końcu skończyłem jego cierpienie. W sumie moja pierwsza postać i jedyna która trzymała mnie przy Cantrze. Niespełniony pisarz, choć z jego biografii można by machnąć niezłą książkę. Zaczynając jego historię nie sądziłem, że taki "zlepek cyferek i literek" może przynieść tyle emocji i wspomnień, gęba sama mi się uśmiecha jak wspominam niektóre jego historie, a sam Cantr zaczął moją ogromną pasję do gier RPG... Ale nadszedł czas zakończyć ten rozdział i iść dalej
Dziękuje właścicielom wszystkich postaci, które Rozczochrany poznał. Z Cantrem niestety żegnam się raczej definitywnie, ale może do zobaczenia gdzieś indziej!
User avatar
Greek
Programming Dept. Member/Translator-Polish
Posts: 4725
Joined: Mon Feb 13, 2006 5:41 pm
Location: Kraków, Poland
Contact:

Re: Odeszli... [*]

Postby Greek » Mon Mar 01, 2021 11:07 pm

W końcu zdecydowałem się uśmiercić większość moich postaci, w tym te, w które przez 15 lat zainwestowałem najwięcej czasu i energii. Różnie bywało, przez długi czas bawiłem się bardzo dobrze, ale ostatnio tylko spały i nie widziałem szans na ich reanimację.

Barley - Pochodził z Wschodnich Wzgórz, kawaler Zakonu, ostatni z żyjących uczestników wojny między Cechowicami a Portem Rzemiosł. W późniejszych czasach należał do załogi Pana Wiecznego Światła pod kapitanem Rayvitchem. Po nagłej śmierci całej reszty załogi podczas podróży dookoła świata, został zaatakowany przez grupę zamordkowych piratów. Po wielu miesiącach walki zdołał uciec zabijając jednego z napastników. Po odzyskaniu statku zwrócił go Portowi Rzemiosł i dołączył do Sebastiana Bikewskiego na SS Brotherhood. Od tego czasu podróżował. Gdy dałem mu możliwość ujeżdżania zwierząt, oswoił sobie kianga o imieniu Rye. Podróżował lądem i morzami. Na Pangei poznał Aliego, zamordka mówiącego po turecku, z którym od tego czasu wiele lat podróżował. Nauczył się angielskiego, esperanto, w których rozmawiał z towarzyszem, a także trochę szwedzkiego. Ali przysnął w Kannabii, co uwiązało Barleya do tego miejsca. Już na stałe.
Galter - postać, którą przez długi czas grało mi się najlepiej, bo z jednej strony nie musiałem przy niej za dużo myśleć, a jednocześnie dawała możliwość wykreowania osobowości diametralnie odmiennej charakterem od mojego własnego. Szukał kłopotów, brał udział w kilku poważniejszych bitwach. Lubił ekstrawagancję, ale nie skupiał się na klasycznych metodach zarabiania, woląc nietypowe przedsięwzięcia. Mimo chamskiego i beztroskiego zachowania był dość elokwentny, jeśli znalazł się ktoś do porozmawiania. Od kiedy stracił swą wierną załogę, zdecydowanie zmniejszyła się liczba dostępnych dla niego możliwości. Spędził trochę czasu u zamordków, gdzie nauczył się angielskiego. Później błąkał się bez celu, aż do śmierci we Vlotryan.
Edeos - postać, na której planowanie poświęciłem długie godziny jeszcze przed jej utworzeniem. Na początku podróżnik, później wraz z Selą i córką Ligią zamieszkał na Przylądku Mgieł, który przejął jako tymczasowe miejsce zamieszkania, z góry przewidując przeprowadzkę do Ziemi Obiecanej. Po opuszczeniu wraz z całą osadą Przylądka, przez Vlotryan, dotarł do Golduranu, gdzie zamieszkał. Próbę zbudowania tam aktywnej osady uważam za całkiem udaną, jak na czasy gdzie w świecie gry było już ogólnie nudno i zbyt bogato, bo w najlepszym momencie osada liczyła około 40 osób. Żeby w jakiś sposób motywować ludzi do aktywności, zdarzało mi się na przykład chować niektóre surowce z magazynu, żeby wyglądało, że czegoś brakuje i trzeba organizować wyprawę po potrzebny surowiec. Wraz z rozwojem osady było coraz mniej do roboty, więc aktywność i moje zainteresowanie postacią spadały. Edeos pisał całkiem sporo notatek i z pomocą Zevvee Reheu narysował mapę Aldurei. Później zaangażował się w organizowanie biblioteki, ale była to już ostatnia ciekawa rzecz do ogarnięcia.
Z czasów świetności miasta szczególnie miło wspominam podróże dyplomatyczne do Tartaru i spotkania z królową Rairą oraz królem Artairem. Tak to powinno zawsze wyglądać, a nie jakieś przeciąganie ziemniaków do magazynu.

Pod koniec grania tymi postaciami miałem poczucie, że ogrom wspomnień i wydarzeń z życia postaci blokował możliwość reaktywacji ich z nowym pomysłem. Dlatego skończyło się w ten sposób.

Nie usuwam konta i zamierzam pozostawić przy życiu większość moich pozostałych postaci, bo wymagają minimalnych ilości czasu i zaangażowania, a czasem dzieje się u nich coś ciekawego.


--------------------------------------------------------------------



Przy okazji może opiszę w dwóch słowach wszystkie zmarłe postaci, jakie miałem:
Greek - mieszkaniec Białego Miasta, miał ambitne polityczne, które przekreśliło niespodziewane zdobycie tam ważnego stanowiska przez inną moją postać i musiał emigrować. Po opuszczeniu Białego Miasta przez ówczesnych mieszkańców, zamieszkał tam, gdzie po jakimś czasie został zabity. Niestety nie umiał walczyć
Greeq - mieszkaniec Stalingradu, później postanowił przenieść się z resztą mieszkańców na północ i założyć nową, ciekawą osadę. Zginął zabity w nocnym ataku piratów
Graniko - niezależny drwal i mieszkaniec Leśnej Osady na D*. Zbudował sobie dom i rikszę. Fajnie grało nim się, jeśli chodzi o aspekt symulacyjno-rzemieślniczy
Karond - rolnik z Cechowic, a później Portu Rzemiosł
Karol Kapiński - pojawił się na plaży z dala od źródeł żywności jadalnej na surowo. Wraz z innymi ludźmi musiał łowić i wędzić ryby, by przeżyć. A z harpunem łowiło się ich kiedyś niewiele więcej niż dzienna racja żywnościowa. Mimo to wystarczyło by łowić, wędzić, posyłać na wyprawy po drewno do pobliskiego lasu i powoli rozbudowywać osadę. Chyba żadna inna postać nie dała mi tyle satysfakcji pod względem PvE. Po zmianie w grze, która drastycznie zwiększyła ilość łowionych ryb, okazało się, że nazbieranie sobie jedzenia nie jest żadnym wyzwaniem i w sumie nie ma co robić. Nadeszła stagnacja i umarł.
Marile - moja jedyna postać kobieca, ale straciłem wizję na tę postać po pierwszym dniu. Ze sto lat pracowała w zakładach w Dom Bojran, zanim umarła.
Jarpen - żeglarz, pracował nad mapą linii brzegowej wyspy Raj, ale w połowie podróży natknął się na gotową taką mapę i zrobiło mu się smutno. Umarł w Zatoce Urodzaju.
Wojmisław - pojawił się niedaleko Bojolmu, miał zostać jakimś wojem, chyba nawet zbudował sobie statek, ale brakło koncepcji. Umarł po wielu latach snu
Sphartus - pojawił się chyba w Sewilli. Postanowił pomagać ludziom tam i poszedł na wyprawę po surowce, ale po drodze zabiły go zwierzęta, bo był strasznie słaby
Freizen - jedyna moja postać należąca do ekipy pirackiej, mimo że była słaba i nie umiała walczyć. Pojawił się gdzieś na zachodnim Fic, jego załoga przypadkiem przejęła klucze w Ryżowych Polach. Został zabity podczas pogoni, ale należący do tej samej grupy Gerwazy zdołał zrobić tam małą krwawą łaźnię.
Anzio - postać niemieckojęzyczna, stworzona z wizją, że w mniej rozwiniętej grupie językowej będę mógł pomóc w budowaniu wszystkiego od zera i uda się przeżyć na nowo czasy polskiej strefy z roku 2005. Po pojawieniu się natknął się na kombajny i otwarty magazyn z górą surowców oraz sporo postaci nie miających nic do roboty. No trudno.
Hiacynt - mieszkał sobie w Koprowych Pagórkach (pewnie mają jeszcze inną nazwę, ale nie pamiętam). Później się stamtąd wyprowadził, chyba do Zatoki Urodzaju, ale nie było co robić.
Yayaya - postać angielskojęzyczna. Mieszkał i pracował sobie w Klojt za monety. Umarł i miasto zapewne wzięło te monety z powrotem. Czysty zysk.
Jarmund - dzikus z Oorc, który mówił z użyciem pojedynczych słów i nie miał zaufania do żelaza. Niewiele po przebudzeniu został wplątany w zadymę na Wybrzeżu Słoni, po czym postanowił przenieść się na Aldureę. Tam zamieszkał w Tartarze, z którego udawał się na polowania na węże i inne takie.
Hrhrehehgswedf - postać stworzona przez przypadek, bo podczas testów przypadkiem otwarłem stronę tworzenia nowej postaci w prawdziwej grze. Ale stwierdziłem, że skoro już żyje, to jestem za niego odpowiedzialny. Najpierw chciałem, żeby był jakimś przedsiębiorcą-kombinatorem, a później zapisał się do straży Vlotryan. Bywał złośliwy w niezbyt inteligentny sposób, ale na tle ówczesnej straży nie wyróżniał się niczym poza imieniem. Pod koniec życia był już żarliwym vlotryańskim patriotą. Chciałem, aby po wprowadzeniu gołębi pocztowych zajął się organizowaniem poczty, ale nie dożył tego. I nawet nie wiedział ile jeszcze musiałby pożyć, żeby nadal nie móc tego zrobić.
Jan - pływał sobie tu i tam, bez większego celu.
Esmeraldo Pompka - pojawił się jako silna postać na półwyspie Bojrad, miałem nadzieję jakoś to wykorzystać. Ale nie wyszło.
Andrzej Pokorny - pojawił się w biednej osadzie na półwyspie Bojrad. Przez długi czas toczył bezwzględną walkę z naturą, bo jego marne umiejętności polowania oznaczały, że często obrywał i musiał chować się w budynku. A tam z kolei nie miał jak zbierać jedzenia i leków. Bywało trudno. Aż do momentu, gdy od klepania zwierząt kijem został mistrzem polowań i stał się dla nich niezniszczalny. Nie miałby już nic do roboty poza budowaniem świątyni demonów, więc postanowił umrzeć.
Zbyszko - pojawił się w osadzie z rubinami, której nazwy zapomniałem. To miejsce kompletnie mi nie podeszło, więc planowałem przeniesienie go do jakiegoś pustawego miejsca w okolicy, ale ostatecznie mi się nie chciało.
‘Never! Run before you walk! Fly before you crawl! Keep moving forward! You think we should try to get a decent mail service in the city. I think we should try to send letters anywhere in the world! Because if we fail, I’d rather fail really hugely’
User avatar
Buka
Posts: 357
Joined: Mon Mar 19, 2012 2:13 pm
Location: Śląsk

Re: Odeszli... [*]

Postby Buka » Wed Mar 03, 2021 10:03 pm

Greek wrote:Barley - Pochodził z Wschodnich Wzgórz, kawaler Zakonu, ostatni z żyjących uczestników wojny między Cechowicami a Portem Rzemiosł. W późniejszych czasach należał do załogi Pana Wiecznego Światła pod kapitanem Rayvitchem. Po nagłej śmierci całej reszty załogi podczas podróży dookoła świata, został zaatakowany przez grupę zamordkowych piratów. Po wielu miesiącach walki zdołał uciec zabijając jednego z napastników. Po odzyskaniu statku zwrócił go Portowi Rzemiosł i dołączył do Sebastiana Bikewskiego na SS Brotherhood. Od tego czasu podróżował. Gdy dałem mu możliwość ujeżdżania zwierząt, oswoił sobie kianga o imieniu Rye. Podróżował lądem i morzami. Na Pangei poznał Aliego, zamordka mówiącego po turecku, z którym od tego czasu wiele lat podróżował. Nauczył się angielskiego, esperanto, w których rozmawiał z towarzyszem, a także trochę szwedzkiego. Ali przysnął w Kannabii, co uwiązało Barleya do tego miejsca. Już na stałe.
(...)
Edeos - postać, na której planowanie poświęciłem długie godziny jeszcze przed jej utworzeniem. Na początku podróżnik, później wraz z Selą i córką Ligią zamieszkał na Przylądku Mgieł, który przejął jako tymczasowe miejsce zamieszkania, z góry przewidując przeprowadzkę do Ziemi Obiecanej. Po opuszczeniu wraz z całą osadą Przylądka, przez Vlotryan, dotarł do Golduranu, gdzie zamieszkał. Próbę zbudowania tam aktywnej osady uważam za całkiem udaną, jak na czasy gdzie w świecie gry było już ogólnie nudno i zbyt bogato, bo w najlepszym momencie osada liczyła około 40 osób. Żeby w jakiś sposób motywować ludzi do aktywności, zdarzało mi się na przykład chować niektóre surowce z magazynu, żeby wyglądało, że czegoś brakuje i trzeba organizować wyprawę po potrzebny surowiec. Wraz z rozwojem osady było coraz mniej do roboty, więc aktywność i moje zainteresowanie postacią spadały. Edeos pisał całkiem sporo notatek i z pomocą Zevvee Reheu narysował mapę Aldurei. Później zaangażował się w organizowanie biblioteki, ale była to już ostatnia ciekawa rzecz do ogarnięcia.
Z czasów świetności miasta szczególnie miło wspominam podróże dyplomatyczne do Tartaru i spotkania z królową Rairą oraz królem Artairem. Tak to powinno zawsze wyglądać, a nie jakieś przeciąganie ziemniaków do magazynu.
(...)
Jarmund - dzikus z Oorc, który mówił z użyciem pojedynczych słów i nie miał zaufania do żelaza. Niewiele po przebudzeniu został wplątany w zadymę na Wybrzeżu Słoni, po czym postanowił przenieść się na Aldureę. Tam zamieszkał w Tartarze, z którego udawał się na polowania na węże i inne takie.


Miło poznać imię uwiecznionego niegdyś w Księdze Portowej "kianga na maszcie".
Edeosa bardzo ceniłam, zwłaszcza, że było widać, ile wkładałeś w niego energii i pomysłów, by choćby przygotować dla niego historie, które opowiadał.
O Jarmundzie powiem jedno: "Dobry Jarmund."
bonnemort
Players Dept. Member
Posts: 52
Joined: Fri Apr 05, 2019 7:14 am

Re: Odeszli... [*]

Postby bonnemort » Sat Mar 06, 2021 1:14 pm

Postacie odeszły już jakiś czas temu.

Sielanka
Początkowo bezimienna obudzona gdzieś na Fic, zagubiona ukradła motor z pełnym bakiem i nago pojechała w świat. Miała problem z przetrwaniem, bo została ranna podczas ucieczki, nie miała leków ani jedzenia. Poznała mężczyznę przy którym życie stało się łatwiejsze, nadali sobie imiona Sielanka i Sielan. Byli ze sobą blisko, bardziej jak rodzina. Pojawiały się nowe osoby, z czasem umierały. Założyli Błotną Osadę, handlowali i ciężko pracowali. Pewnego dnia Sielan wyruszył na handel na wyspę E, Sielanka czekała długo, mijały lata. Traciła chęci. Wyruszyła na poszukiwanie, dowiedziała się, że nigdy nie dotarł na E. Sprawdziła z przyjaciółką kilka miejsc, jednak jej serce tego nie wytrzymało i zmarła na morzu tęskniąc za swoim domem i bliskimi.

Savert
Szaleniec, obudzony na wyspie V, który w cieniach dostrzegał potwory. Pożyczył rower od sołtysa i ruszył zwiedzać wyspę. W opuszczonym Kurorcie zobaczył staruszków, tłukł ich pięściami tak długo aż leżeli nieprzytomni. Wtedy zabrał ich broń i dobił. Zostawił po sobie ślad, zamek zarysowany łomem, wszystko inne zostawił w stanie nienaruszonym, ruszył w dalszą podróż. Po pewnym czasie wrócił na miejsce zbrodni, była tam straż oraz sporo ludzi. Nikt nie zwrócił uwagi na zarysowanie na zamku oraz nie dopasował śladów do Saverta. Ruszył więc w dalszą podróż. Poznał Łowców i Eskadrę, dołączył do nich licząc na przygodę. Pływał z nimi trochę, zawitał na Oorc, gdzie został zamknięty. Z czasem mniej uwagi zwracałem na tę postać, bo postać w samotności nie daje zbyt wiele możliwości do zabawy i nuży. Trochę tam rozrabiał, zamki próbował rozkręcać, ściany wymalował, ubrania przerabiał. Bezsensowna śmierć, bo zapomnieli go nakarmić.
WielbłąDzik
Posts: 24
Joined: Mon May 20, 2019 3:38 pm

Re: Odeszli... [*]

Postby WielbłąDzik » Tue Mar 30, 2021 9:41 am

Wooku
:/
User avatar
ukia
Posts: 67
Joined: Wed Jan 17, 2018 9:31 am

Re: Odeszli... [*]

Postby ukia » Tue Mar 30, 2021 3:01 pm

Wooku nie żyje?
bonnemort
Players Dept. Member
Posts: 52
Joined: Fri Apr 05, 2019 7:14 am

Re: Odeszli... [*]

Postby bonnemort » Tue Mar 30, 2021 3:31 pm

Nie byłem pewny jak się potoczyły losy, ale skoro Wooku zmarł to mogę napisać.

Hiko Boshi
Początkowo nieśmiały i bardzo nieogarnięty z czasem wsiąkł w Grajdół. Rozwijał swoje fetysze i dziwactwa. Lubił robić wódkę i oryginalną zabawę. Został wciągnięty na statek, do kajuty gdzie go najpierw ogłuszyli, a później zagłodzili (Kinderward na Raj). Dodam, że za pierdołę, bo próbował otworzyć statek w niezamieszkałej osadzie na którym właścicielka prawdopodobnie zmarła, było to w Mora Radiran na Raj. Hiko to moja jedna z aktywniejszych postaci przy której naprawdę się bawiłem, bo było to tak inne od całego bardzo jednorodnego i śpiącego świata cantr. Nie będę rozpisywać się na temat postaci, część go lubiła inni nie znosili. Dziękuję Wooku, za wspaniałą zabawę, pomysłowość i chęci. Stworzyłeś miejsce w którym chciało się grać, pełne życia i zabawy, w skrytości ducha liczę, że jakieś nasze postacie będą miały możliwość jeszcze się spotkać.
WielbłąDzik
Posts: 24
Joined: Mon May 20, 2019 3:38 pm

Re: Odeszli... [*]

Postby WielbłąDzik » Tue Mar 30, 2021 4:15 pm

bonnemort wrote:Hiko Boshi

Dziękuję Wooku, za wspaniałą zabawę, pomysłowość i chęci. Stworzyłeś miejsce w którym chciało się grać, pełne życia i zabawy, w skrytości ducha liczę, że jakieś nasze postacie będą miały możliwość jeszcze się spotkać.


Przednia zabawa. No szkoda, bo było jeszcze bardzo, bardzo dużo do zrobienia i odegrania tam. Miałem wrażenie że dopiero startujemy.
Przy okazji, dzięki wszystkim którzy pokręcili się Grajdole trochę :]
User avatar
Greek
Programming Dept. Member/Translator-Polish
Posts: 4725
Joined: Mon Feb 13, 2006 5:41 pm
Location: Kraków, Poland
Contact:

Re: Odeszli... [*]

Postby Greek » Fri May 14, 2021 10:34 am

Granik (1287 - 6887) - ostatnia z postaci, które uśmierciłem. Na początku życia został handlarzem w Białym Mieście. Na własnych plecach przyniósł drewno na pierwszą miejską łódeczkę, później jako żeglarz-handlowiec pływał do Przylądka Mgieł, Devrapolis i Portu Rzemiosł. Następnie, nieco niespodziewanie, podczas jednej z przerw w rejsach, został przez umierającego przywódcę wskazany na swego następcę. Zajął się zarządzaniem miastem, choć nie miał do tego głowy. Miasto miało lepsze i gorsze chwile, później miałem mniej czasu i motywacji, więc miasto podupadło. Następnie pojawił się pomysł przeniesienia z wszystkimi mieszkańcami i założenia nowej osady na Fu. Osadnicy założyli osadę w Midgar, ale nadal nie chciało mi się nim grać, więc głównie spał. Później, po napaści bandytów na śpiącą osadę, przeniósł się do Port Gallagher, gdzie nadal głównie spał. Zmarł w dniu swoich trzysetnych urodzin.
Co ciekawe, nie był najstarszą postacią w polskiej strefie, był drugi w kolejce.
‘Never! Run before you walk! Fly before you crawl! Keep moving forward! You think we should try to get a decent mail service in the city. I think we should try to send letters anywhere in the world! Because if we fail, I’d rather fail really hugely’
kemesO
Posts: 203
Joined: Mon Apr 24, 2006 10:31 am

Re: Odeszli... [*]

Postby kemesO » Fri Jun 18, 2021 10:36 am

Dziękuję za Jarmunda!
Myślę, że przez pewien czas...z pewnym wieśniakiem :D tworzyli w tamtejszych stronach malowniczy duet

Z perspektywy tur minionych przekonuję się, że odsapnięcie od Cantr było dobrą decyzją. Na pewnym etapie losy Zielonego Świata wywoływały większe emocje niż przereklamowany REAL, a to nigdy nie jest pozytywnym sygnałem. Czasem myślę jednak, czy by nie wrócić. Z jednej strony ogromny żal tak po prostu zapomnieć coś, czego trybikiem było się przez kilkanaście lat. Z drugiej strach przed rozczarowaniem - bo Cantr to już nie Cantr
User avatar
ukia
Posts: 67
Joined: Wed Jan 17, 2018 9:31 am

Re: Odeszli... [*]

Postby ukia » Fri Jun 18, 2021 10:20 pm

Nic już nie jest takie, jak wcześniej. W ogóle życie jest inne. Przed czterdziestką też tak myślałam, później chwilę się przed tym broniłam, a teraz wszystko akceptuję i biorę bez gadania. Tak samo trzeba wziąć Cantra, znaczy wprost między oczy i grać. :P

Return to “Ogólne dyskusje”

Who is online

Users browsing this forum: No registered users and 1 guest